Mam rację i nie zawaham się jej użyć!

Jeden ze znajomych terapeutów rodzinnych nauczył mnie kiedyś powiedzenia, które służy mi wielką pomocą zarówno w domu jak i w pracy z rodzinami:

„W małżeństwie można albo mieć rację, albo być szczęśliwym”.

Pokusa, by mieć rację jest ogromna. To naturalne, każdy lubi mieć rację.

W czym więc problem? Skąd to „albo-albo”?

Problem w tym, że kiedy zależy nam by mieć rację, często robimy odruchowo dwie dodatkowe rzeczy, za które słono płacimy:

1. Próbujemy zmusić partnera, by uznał nasze racje

2. Odmawiamy słuchania partnera, dopóki ten nie przyzna nam racji.

Taka postawa oczywiście wywołuje symetryczną postawę po drugiej stronie i zaczynamy walkę.

Zależnie od kondycji i determinacji do posiadania lepszej racji walka kończy się po kilku minutach, godzinach, lub dniach, kiedy choć jedna ze stron zobaczy jak wiele obie strony płacą za konflikt.

Jeśli w walce komuś uda się „wygrać” pozorny „zwycięzca” szybko orientuje się, że wcale nie jest dobrze być z „przegranym” partnerem. Obie strony kończą przegraną.

Dobra wiadomość jest taka, że

trzeba dwojga do walki, ale wystarczy jeden by przestać walczyć.

Potrzeba „tylko” pozwolić drugiej stronie mieć rację…

Photo credit: pasukaru76 / Foter / Creative Commons Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0)

Co o tym myślisz?